platforma blogowa portalu
kurier poranny

Białe płuca miasta

Dwa kominy elektrociepłowni, które od ponad tygodnia ani na chwilę nie przestały buchać dymem. W zależności od kierunku wiatru tworzą się nad tą częścią miasta niesamowite spektakle, jakby po kataklizmie naturalnym bądź wywołanym przez człowieka (rodem z filmów katastroficznych). Zwłaszcza wczesnym rankiem i tuż przed zapadnięciem zmroku. W tym klimatach sąsiednia Węglowa jawi się jako kraina wiecznej siarczystości, jakże adekwatna do wizji w tym miejscu Muzeum Sybiru.
Dopóki jednak te kominy wyrzucają  z siebie kłęby dymu, dopóty miasto żyje. Ale nie ma nic za darmo. Wielu z nas zapewne za kilka miesięcy odczuje to przeraźliwie. Dzisiejsze dymy życia będą dymami, które puszczą nas z torbami. To wtedy dopiero zima wystawi nam, mieszkającym w blokach rachunek. Słony, a jeszcze niedawno wydawała się taka słodka.

To ponoć najzimniejszy miesiąc od lat. Ciągły mróz utrzymuje się od ponad 30 dni  ( z małą przerwą na grudniowe święta). A jeśli to nie jest wybryk, a pierwszy zwiastun czegoś, być może jeszcze odległego, ale nieuchronnego. I jakże przeciwstawnego do tego, czym straszyli na klimatolodzy. Bo też przyroda sobie sama, nie potrzeba jej żadnych adwokatów. I od milionów lat sama na świecie wyrównuje rachunki.

Najlepiej widać to we wspomnianych hollywoodzkich filmach katastroficznych. Z tym, że w wizji kataklizmów spowodowanych anomaliami geologiczno-astronomiczno-fizycznymi zawsze scenarzyści znajdowali miejsce na w miarę jakiś tam happy end. W rzeczywistości takiego szczęśliwego końca nawet garstka może nie doświadczyć. Przeto pierwsze, co robię po przebudzeniu to spoglądam przez okno na te dwa kominy. Buchają, a Białystok nadspodziewanie dobrze do tej pory radzi sobie z arktycznym powietrzem.

Zostaw komentarz

*